Obudziłem się około trzeciej w nocy, czując mrowienie w lewej ręce. Uniosłem się z głośnym ziewnięciem z mojego łóżka, przecierając leniwie oczy. Zapaliłem małą lampkę na stoliku nocnym i rozejrzałem się po mojej sypialni. Słabe światło sprawiało, że chciałem znów zasnąć, ale nie miałem na to czasu. W końcu spałem tak od godziny osiemnastej, co było właściwie niedopuszczalne.
Ostatni raz żegnając się z odmętami mojej bladoniebieskiej pościeli zsunąłem się na podłogę z głośnym trzaskiem. Powłócząc nogami dotarłem do łazienki by przemyć sobie twarz zimną wodą na rozbudzenie. Krople spływały po mojej skórze, kilka z nich wleciało mi za lekko przetartą koszulkę, wywołując drobne dreszcze. Spojrzałem w lustro, widząc w nim tego samego człowieka co zazwyczaj. Westchnąłem cicho, wymierzając sobie siarczysty policzek. Nie chciałem się okaleczyć, lecz przywołać do pionu. Wczoraj nie umyłem się ani nic szczególnego nie zjadłem, więc teraz musiałem wyrównać ten rachunek.
Po długiej kąpieli postanowiłem ugotować coś na śniadanie, mimo że była dopiero czwarta rano. Zdecydowałem się na standardową jajecznicę z dodatkiem szczypiorku i ostatnio zakupionym bekonem. Roztapiając masło na patelni pokroiłem zielone źdźbła rośliny na malutkie kawałki, tak samo postępując z mięsem. Szybko przysmażyłem składniki na tłuszczu i wbiłem do dania dwa jajka. Pogwizdywałem sobie wesoło, ściągając patelnię z ognia.
- Dzień dobry, Jamie!- usłyszałem nagle głos tuż przy moim uchu, więc zadrżałem, upuszczając naczynie na podłogę, w wyniku czego moje pyszne śniadanie skończyło marnie na kuchennych kafelkach. Nie powiem, że wywołało to u mnie radość. Odwróciłem się do osoby, która wkroczyła do mojego mieszkania i przeszkodziła mi w porannym rytuale, by przemówić jej trochę do rozsądku, jednak zaraz się rozpogodziłem. Jednak nie pomyliłem się co do normalnego głosu Agnes. Tym razem nie była pod wpływem swoich niezbyt miłych kolegów, więc zachowywała się jak ta dobrze znana mi dziewczyna sprzed lat.
- Witaj, Agnes. Dziękuję za usunięcie zbędnych kalorii z mojego życia.- powiedziałem z sarkazmem, zabierając się za sprzątanie. Kobieta ukucnęła przy mnie, jednak nieśpieszno było jej do pomocy. Usiadła pod moją szafką, prostując swoje niezwykle długie nogi. Spojrzałem na jej dłonie, widząc czarne paznokcie i pierścionki na prawie każdym palcu. Zmieniła swój strój nawet w nocy, co było dla mnie dość dziwnym zjawiskiem. Wyrzuciłem resztki mojego śniadania i wstałem, by przygotować kolejną porcję, tym razem podwójną. Nie robiłem jednak teraz tego z taką pasją, tylko od niechcenia.
- A już miałam ci życzyć smacznego. Chciałam tylko powiedzieć, że twój wóz nadal grzecznie stoi sobie na podjeździe lokalu Williama. Możesz zjeść sam, dziękuję. Do kiedyś.- westchnęła, machając mi dłonią na pożegnanie. Potem sprawnie wybiegła z kuchni, zostawiając mnie z talerzem gorącej jajecznicy w dłoniach. Położyłem danie na stół, uważając tym razem na wszelkie niespodzianki i podszedłem do okna. Zobaczyłem jeszcze Agnes, która właśnie ruszała na swoim motocyklu BMW R 50, jej największej chlubie. Czy przyszła do mojego domu tylko po to by powiedzieć mi taką zwykłą rzecz, właściwie to całkiem spodziewaną? Jej wizyta nie miała według mnie zbytniego sensu, ale mogłem tylko sobie o tym myśleć i wzruszyć ramionami. Gdy znikała za rogiem uśmiechnąłem się tylko bezsensownie i zabrałem się w końcu do mojego śniadania.
Nadeszła godzina siódma trzydzieści, więc wyszedłem z domu, zamykając go na klucz. Było dziś nieco cieplej niż wczoraj, ale nie to było najważniejsze. Biegłem do mojego samochodu, modląc się by nocne zimno nie wpłynęło na uruchomienie machiny. Gdy zobaczyłem go w takim samym stanie jak wczoraj westchnąłem z ulgą. Agnes mówiła prawdę. Ciekawe gdzie się podziewała? Zapewne znów spędzała czas z swoimi znajomymi albo walczyła z kwestiami edukacji lub kariery.
Gdy dojechałem do posiadłości od razu przypomniałem sobie o tym, że nawet nie miałem czasu na porządne zastanowienie się nad sprawą ojca Lisy. Pokręciłem głową z dezaprobatą dla mojej osoby. Miałem tyle czasu, a zupełnie nie przygotowałem się do służby, niczym największy głupiec tego świata. Mogłem sobie tylko wyobrażać co Lisa sobie pomyśli o mojej niekompetencji.
Kiedy wszedłem do posiadłości od razu przygotowałem się do pracy najlepiej jak mogłem, by chociaż pozornie wyjść na człowieka obytego z manierami. Musiałem iść do pokoju pani Margaret, by ją przywitać i spełnić poranne życzenie, jakim zazwyczaj była herbata. Szedłem szybko po schodach z dzisiejszą gazetą zakupioną przez Bridget, która to była dzisiaj odpowiedzialna za naszego gościa w postaci pani Ophelii. Stanąłem przed drzwiami pokoju, pukając trzykrotnie (który to już raz w moim życiu?) i wszedłem po usłyszeniu tego magicznego słowa z ust mojej pracodawczyni.
- Dzień dobry, Jamie. Dzień jest dziś wyjątkowo piękny, nieprawdaż? Aż ma się ochotę na filiżankę herbaty z hibiskusa.- uśmiechnęła się do mnie ciepło, nakładając okulary na nos. Podałem jej gazetę i wyszedłem na korytarz, by tam polecić Jamesowi dokończenie mojej pracy. Sam natomiast z duszą na ramieniu popędziłem jak młoda łania do pokoju Lisy.
Jak zwykle wyglądała pięknie, niemożliwym byłoby temu zaprzeczyć. Swoje blond kosmyki związała w kok, który obwiązała różową wstążką w czarne kropki. Miała dzisiaj sukienkę wyglądającą wzorem i kolorami bardzo podobnie jak ozdoba na włosach. Na to nałożyła obcisłą kamizelkę z ciemnego jeansu, która uwydatniała jej kształty. Panienka była szczupła, nawet bardzo, ale i tak zachowywała piękną talię osy, której to nie mogło się nadziwić bardzo wiele osób. Makijaż miała dzisiaj dość delikatny, chociaż usta naznaczone zostały szminką o barwie dojrzałej wiśni. Założyła czarne, skórkowe baletki na swoje dość małe stopy z filuternymi kokardkami w miejscu okrycia palców. Nie miała wiele biżuterii, tylko dwa karmazynowe kolczyki w uszach, zresztą bardzo małe.
Na mój widok wstała szybko z miejsca i podbiegła, prawie wpadając na mnie w popędzie. Uśmiechnąłem się do niej, jednak ta miała poważną minę, która niezbyt mi się spodobała. Jej oczy jednak aż świeciły od podekscytowania. Czyżby ta kryminalna zagadka sprawiała jej przyjemność? Nie, trudno było mi w taki zarzut uwierzyć, doprawdy niemożliwe.
- Przeszukałam w nocy mnóstwo książek z biblioteki i zgadnij co znalazłam...- tu zrobiła specjalnie bardzo dramatyczną przerwę, podczas której musiałem walczyć z wybuchem śmiechu- Pamiętnik mojego ojca! Był ukryty za jedną warstwą książek, miałam szczęście. Czekałam aż przyjdziesz, byśmy otworzyli go razem.- powiedziała, kładąc mi na dłonie pamiętnik w oprawie z czarnej skóry. Na górze był dość krzywo wypalony napis "Własność Edwarda Clainar, nie dotykać!", który musiał powstać gdy pan domu był jeszcze dość młodym chłopcem. Dziennik miał zakładkę z ciemnozielonej wstążki i wiele powyginanych w cztery strony świata kartek.
Usiedliśmy z Lisą na jej łóżku (na którym to w życiu nie wolno mi było spocząć, więc potraktowałem to jako wyjątkowy przywilej) i położyliśmy sobie księgę na kolanach. Stwierdziliśmy, że lepiej będzie jeśli to ona otworzy te drzwi do tajemnicy, w końcu dotyczyły jej ojca. Panienka przymknęła oczy, a ja odruchowo pomyślałem o Agnes. Moja przyjaciółka bowiem zawsze zamykała powieki gdy słyszała strzał lub wybuch, przed tym nie potrafiła uciec. Paraliżował ją strach i wiele razy musiałem ją odciągać od niebezpieczeństwa. Uratowałem jej życie tak wiele razy... Pokręciłem głową odganiając te złe wspomnienia i spojrzałem na ręce Lisy, które były już przy okładce. Otwierała książkę jakby z czcią i strachem jednocześnie, palce lekko jej się trzęsły. Otworzyła pamiętnik na zaznaczonej wstążką stronie, a wtedy ukazał nam się tylko jeden krótki napis o treści: "B. Larry, ul. Growback 28".
- Najwidoczniej było to jakieś ważne spotkanie, skoro zostawił je na pustej stronie.- stwierdziłem, patrząc na napis. Czułem nierówny oddech Lisy, więc odruchowo zwróciłem ku niej głowę, by odpowiednio zareagować, przykładowo łapiąc ją gdyby miała bezwładnie upaść na pościel. Tak się jednak nie stało, jej mina była zupełnie inna. Fakt, była bardzo przestraszona, widziałem jej gęsią skórkę na przedramionach, ale jej mina wyrażała wielkie emocje najprawdopodobniej spokrewnione z podekscytowaniem, jeszcze większym niż przed chwilą. Nie potrafiłem zrozumieć jak mogła tak łatwo utrzymać taki nastrój odkrywając kolejne zagadki, ale najwidoczniej nie było mi dane tego pojąć, przynajmniej w tym czasie.
- A może tu znów jest jakaś ukryta wiadomość? Sprawdźmy, proszę... Muszę wiedzieć więcej o moim ojcu.- ostatnie słowo wymówiła o wiele chłodniej niż zazwyczaj. Dodatkowo zazwyczaj nazywała tego człowieka "tatusiem". Biedna kobieta, że też musiało to na nią spaść. Chętnie przejąłbym teraz jej cierpienia, choć sam przeżyłem ich całkiem niemało. Wstałem z jej posłania i poszedłem po świeczkę z jej stolika. Wyciągnąłem zabłąkane pudełko zapałek z kieszeni i wywołałem płomień na knocie. Następnie wróciłem do Lisy i przejąłem od niej pamiętnik. Zbliżyłem źródło ognia, szukając ukrytych informacji na kartce, jednak nie ukazywało się zupełnie nic. Kiedy już miałem odkładać przedmiot i ogłosić brak rezultatów, w samym rogu zaczęły pojawiać się wyskrobane bardzo niedbałym pismem cyfry. Była to data wskazująca 16 listopada 1951 roku.
- Jamie, to może być klucz naszej zagadki. Dwa dni później mój ojciec umarł.- powiedziała moja rozmówczyni, nadal trzymając się dzielnie i nie roniąc choćby łzy. Nie mogłem jej pocieszyć, bo sam potrzebowałem wsparcia. Czyżby wszystko o śmierci pana Clainar nie było wyjawione? A może cała rodzina nie znała prawdziwego powodu jego śmierci? Podobnież umarł na skutek zawału serca, ale teraz zaczynałem w to szczerze powątpiewać. Coś w tej historii się nie zgadzało.
- Musimy jechać pod ten adres, nie ma czasu do stracenia. Pojedziemy moim samochodem żeby nie rzucać się w oczy. Weź pamiętnik i ruszamy, znam drogę.- po raz pierwszy byłem w rozmowie z nią taki stanowczy, jakbym to ja był jej pracodawcą. Przez chwilę nawet bałem się, że byłem aż nazbyt gruboskórny, szczególnie w takiej chwili, ale kobieta przytaknęła mi szybko i podniosła się z miejsca, nakładając na siebie beżowy płaszcz i kremowy kapelusz z szerokim rondem.
Starałem się kierować normalnie, jednak moje serce aż skakało z poddenerwowania w środku. Wiedziałem, że nie jedziemy na śmierć, w końcu żyliśmy w cywilizowanych czasach, ale i tak czułem się jak detektyw z prawdziwego zdarzenia, co całkiem mi się podobało. Lisa siedziała obok mnie, przeglądając strony pamiętnika w poszukiwaniu jakiś interesujących informacji, ale nie podzieliła się ze mną choćby jednym cennym słowem, dlatego dałem jej spokój.
Gdy dojechaliśmy na miejsce naszym oczom ukazał się mały domek kryty czerwoną dachówką, wyglądający na odnowiony. Natomiast w głębi podwórza kryło się spore pomieszczenie, wyglądające na lekko zburzone i naruszone przez czas. Zawołałem kilka razy sprzed bramy, jednak nikt mi nie odpowiedział.
- Nie mamy wyjścia, wejdziemy bez pozwolenia.- powiedziała moja towarzyszka, otwierając szeroko furtkę. Wszedłem za nią, dziwiąc się jeszcze jej karygodnemu i stanowczemu zachowaniu. Zazwyczaj była delikatna niczym kropla rosy, a dziś zaskakiwała mnie nowym temperamentem.
Szliśmy po brukowanym chodniczku do pomieszczenia, nie odzywając się do siebie ani słowem. Znów odczuwałem strach, ale nie pozwalałem sobie tego okazać. Stanęliśmy przed drzwiami budynku, patrząc na siebie jeszcze. Postanowiłem wejść pierwszy, by w razie jakiś niebezpieczeństw w typie opadających desek z sufitu nic się jej nie stało. Nacisnąłem klamkę, która zaskowytała przeraźliwie i wszedłem do środka, rozglądając się po wnętrzu pomieszczenia. Było tu mnóstwo skrzyń z jasnego drewna z naklejkami różnej wielkości i napisami wykonanymi czarną farbą. Przywołałem panienkę dłonią, a ta weszła do środka, stając koło mnie.
- Szczerze mówiąc nie spodziewałem się takiego obrotu spraw. Nie wiem, co nas tu może czekać.- powiedziałem czując gulę w gardle. To nie było na moje nerwy, doprawdy. Musiałem jednak trzymać się dzielnie, choćby dlatego by dodawać otuchy drugiej osobie, która potrzebowała jej znacznie bardziej niż ja. Lisa spojrzała mi w oczy, a potem odeszła by odsunąć wieko pierwszej skrzyni. Szło jej to opornie, więc pobiegłem jej pomóc.
- Przeszukamy je wszystkie, przecież nic innego nam nie pozostało. Muszę poznać tę tajemnicę, rozumiesz?- zapytała jakby próbując usprawiedliwić swoje czyny. Skinąłem głową, wymuszając sobie uśmiech. Pchaliśmy wierzch dalej, aż w końcu zatrzeszczał i ustąpił. Uniosłem go, a wtedy Lisa wyciągnęła ze środka kartkę z cyfrą 37. Na początek nie zrozumieliśmy przekazu, ale nagle mnie olśniło.
- To musi być numer potrzebnej skrzyni! Szybko, szukajmy takiej!- czułem, że coraz bardziej wciąga mnie ta dziwna zagadka. Przeszukiwaliśmy w spokoju skrzynię po skrzyni, w każdej znajdując inną kartkę. W końcu doszliśmy do tej ostatniej, więc pozwoliliśmy sobie odrobinę odetchnąć. Włożyliśmy kartki do pamiętnika ojca Lisy i zabraliśmy się i do tego pakunku, czekając na rozwiązanie tajemnicy.
- Czy państwo nie mają manier, by tak po prostu wchodzić na czyjeś podwórze?- usłyszeliśmy nagle donośny baryton tuż za plecami. Włosy zjeżyły mi się na szyi, poczułem pot na dłoniach. Odskoczyłem od wieka skrzyni, odwracając się do mężczyzny w szarej marynarce.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam, ale nie mogłam się oprzeć by nie skończyć w tym miejscu. Jak obiecałam tak jest, czyli rozdział pojawia się szybciej. Kiedy będzie następny? Myślę, że w weekend, jednak niczego obiecać nie mogę. Zagadka Jamiego i Lisy zaczyna się rozwijać, co o tym sądzicie? Koniecznie napiszcie mi też w komentarzach czy nowe postaci się Wam spodobały, a będę umieszczać ich więcej. Tymczasem żegnam Was bardzo cieplutko,
Autorka
- Witaj, Agnes. Dziękuję za usunięcie zbędnych kalorii z mojego życia.- powiedziałem z sarkazmem, zabierając się za sprzątanie. Kobieta ukucnęła przy mnie, jednak nieśpieszno było jej do pomocy. Usiadła pod moją szafką, prostując swoje niezwykle długie nogi. Spojrzałem na jej dłonie, widząc czarne paznokcie i pierścionki na prawie każdym palcu. Zmieniła swój strój nawet w nocy, co było dla mnie dość dziwnym zjawiskiem. Wyrzuciłem resztki mojego śniadania i wstałem, by przygotować kolejną porcję, tym razem podwójną. Nie robiłem jednak teraz tego z taką pasją, tylko od niechcenia.
- A już miałam ci życzyć smacznego. Chciałam tylko powiedzieć, że twój wóz nadal grzecznie stoi sobie na podjeździe lokalu Williama. Możesz zjeść sam, dziękuję. Do kiedyś.- westchnęła, machając mi dłonią na pożegnanie. Potem sprawnie wybiegła z kuchni, zostawiając mnie z talerzem gorącej jajecznicy w dłoniach. Położyłem danie na stół, uważając tym razem na wszelkie niespodzianki i podszedłem do okna. Zobaczyłem jeszcze Agnes, która właśnie ruszała na swoim motocyklu BMW R 50, jej największej chlubie. Czy przyszła do mojego domu tylko po to by powiedzieć mi taką zwykłą rzecz, właściwie to całkiem spodziewaną? Jej wizyta nie miała według mnie zbytniego sensu, ale mogłem tylko sobie o tym myśleć i wzruszyć ramionami. Gdy znikała za rogiem uśmiechnąłem się tylko bezsensownie i zabrałem się w końcu do mojego śniadania.
Nadeszła godzina siódma trzydzieści, więc wyszedłem z domu, zamykając go na klucz. Było dziś nieco cieplej niż wczoraj, ale nie to było najważniejsze. Biegłem do mojego samochodu, modląc się by nocne zimno nie wpłynęło na uruchomienie machiny. Gdy zobaczyłem go w takim samym stanie jak wczoraj westchnąłem z ulgą. Agnes mówiła prawdę. Ciekawe gdzie się podziewała? Zapewne znów spędzała czas z swoimi znajomymi albo walczyła z kwestiami edukacji lub kariery.
Gdy dojechałem do posiadłości od razu przypomniałem sobie o tym, że nawet nie miałem czasu na porządne zastanowienie się nad sprawą ojca Lisy. Pokręciłem głową z dezaprobatą dla mojej osoby. Miałem tyle czasu, a zupełnie nie przygotowałem się do służby, niczym największy głupiec tego świata. Mogłem sobie tylko wyobrażać co Lisa sobie pomyśli o mojej niekompetencji.
Kiedy wszedłem do posiadłości od razu przygotowałem się do pracy najlepiej jak mogłem, by chociaż pozornie wyjść na człowieka obytego z manierami. Musiałem iść do pokoju pani Margaret, by ją przywitać i spełnić poranne życzenie, jakim zazwyczaj była herbata. Szedłem szybko po schodach z dzisiejszą gazetą zakupioną przez Bridget, która to była dzisiaj odpowiedzialna za naszego gościa w postaci pani Ophelii. Stanąłem przed drzwiami pokoju, pukając trzykrotnie (który to już raz w moim życiu?) i wszedłem po usłyszeniu tego magicznego słowa z ust mojej pracodawczyni.
- Dzień dobry, Jamie. Dzień jest dziś wyjątkowo piękny, nieprawdaż? Aż ma się ochotę na filiżankę herbaty z hibiskusa.- uśmiechnęła się do mnie ciepło, nakładając okulary na nos. Podałem jej gazetę i wyszedłem na korytarz, by tam polecić Jamesowi dokończenie mojej pracy. Sam natomiast z duszą na ramieniu popędziłem jak młoda łania do pokoju Lisy.
Jak zwykle wyglądała pięknie, niemożliwym byłoby temu zaprzeczyć. Swoje blond kosmyki związała w kok, który obwiązała różową wstążką w czarne kropki. Miała dzisiaj sukienkę wyglądającą wzorem i kolorami bardzo podobnie jak ozdoba na włosach. Na to nałożyła obcisłą kamizelkę z ciemnego jeansu, która uwydatniała jej kształty. Panienka była szczupła, nawet bardzo, ale i tak zachowywała piękną talię osy, której to nie mogło się nadziwić bardzo wiele osób. Makijaż miała dzisiaj dość delikatny, chociaż usta naznaczone zostały szminką o barwie dojrzałej wiśni. Założyła czarne, skórkowe baletki na swoje dość małe stopy z filuternymi kokardkami w miejscu okrycia palców. Nie miała wiele biżuterii, tylko dwa karmazynowe kolczyki w uszach, zresztą bardzo małe.
Na mój widok wstała szybko z miejsca i podbiegła, prawie wpadając na mnie w popędzie. Uśmiechnąłem się do niej, jednak ta miała poważną minę, która niezbyt mi się spodobała. Jej oczy jednak aż świeciły od podekscytowania. Czyżby ta kryminalna zagadka sprawiała jej przyjemność? Nie, trudno było mi w taki zarzut uwierzyć, doprawdy niemożliwe.
- Przeszukałam w nocy mnóstwo książek z biblioteki i zgadnij co znalazłam...- tu zrobiła specjalnie bardzo dramatyczną przerwę, podczas której musiałem walczyć z wybuchem śmiechu- Pamiętnik mojego ojca! Był ukryty za jedną warstwą książek, miałam szczęście. Czekałam aż przyjdziesz, byśmy otworzyli go razem.- powiedziała, kładąc mi na dłonie pamiętnik w oprawie z czarnej skóry. Na górze był dość krzywo wypalony napis "Własność Edwarda Clainar, nie dotykać!", który musiał powstać gdy pan domu był jeszcze dość młodym chłopcem. Dziennik miał zakładkę z ciemnozielonej wstążki i wiele powyginanych w cztery strony świata kartek.
Usiedliśmy z Lisą na jej łóżku (na którym to w życiu nie wolno mi było spocząć, więc potraktowałem to jako wyjątkowy przywilej) i położyliśmy sobie księgę na kolanach. Stwierdziliśmy, że lepiej będzie jeśli to ona otworzy te drzwi do tajemnicy, w końcu dotyczyły jej ojca. Panienka przymknęła oczy, a ja odruchowo pomyślałem o Agnes. Moja przyjaciółka bowiem zawsze zamykała powieki gdy słyszała strzał lub wybuch, przed tym nie potrafiła uciec. Paraliżował ją strach i wiele razy musiałem ją odciągać od niebezpieczeństwa. Uratowałem jej życie tak wiele razy... Pokręciłem głową odganiając te złe wspomnienia i spojrzałem na ręce Lisy, które były już przy okładce. Otwierała książkę jakby z czcią i strachem jednocześnie, palce lekko jej się trzęsły. Otworzyła pamiętnik na zaznaczonej wstążką stronie, a wtedy ukazał nam się tylko jeden krótki napis o treści: "B. Larry, ul. Growback 28".
- Najwidoczniej było to jakieś ważne spotkanie, skoro zostawił je na pustej stronie.- stwierdziłem, patrząc na napis. Czułem nierówny oddech Lisy, więc odruchowo zwróciłem ku niej głowę, by odpowiednio zareagować, przykładowo łapiąc ją gdyby miała bezwładnie upaść na pościel. Tak się jednak nie stało, jej mina była zupełnie inna. Fakt, była bardzo przestraszona, widziałem jej gęsią skórkę na przedramionach, ale jej mina wyrażała wielkie emocje najprawdopodobniej spokrewnione z podekscytowaniem, jeszcze większym niż przed chwilą. Nie potrafiłem zrozumieć jak mogła tak łatwo utrzymać taki nastrój odkrywając kolejne zagadki, ale najwidoczniej nie było mi dane tego pojąć, przynajmniej w tym czasie.
- A może tu znów jest jakaś ukryta wiadomość? Sprawdźmy, proszę... Muszę wiedzieć więcej o moim ojcu.- ostatnie słowo wymówiła o wiele chłodniej niż zazwyczaj. Dodatkowo zazwyczaj nazywała tego człowieka "tatusiem". Biedna kobieta, że też musiało to na nią spaść. Chętnie przejąłbym teraz jej cierpienia, choć sam przeżyłem ich całkiem niemało. Wstałem z jej posłania i poszedłem po świeczkę z jej stolika. Wyciągnąłem zabłąkane pudełko zapałek z kieszeni i wywołałem płomień na knocie. Następnie wróciłem do Lisy i przejąłem od niej pamiętnik. Zbliżyłem źródło ognia, szukając ukrytych informacji na kartce, jednak nie ukazywało się zupełnie nic. Kiedy już miałem odkładać przedmiot i ogłosić brak rezultatów, w samym rogu zaczęły pojawiać się wyskrobane bardzo niedbałym pismem cyfry. Była to data wskazująca 16 listopada 1951 roku.
- Jamie, to może być klucz naszej zagadki. Dwa dni później mój ojciec umarł.- powiedziała moja rozmówczyni, nadal trzymając się dzielnie i nie roniąc choćby łzy. Nie mogłem jej pocieszyć, bo sam potrzebowałem wsparcia. Czyżby wszystko o śmierci pana Clainar nie było wyjawione? A może cała rodzina nie znała prawdziwego powodu jego śmierci? Podobnież umarł na skutek zawału serca, ale teraz zaczynałem w to szczerze powątpiewać. Coś w tej historii się nie zgadzało.
- Musimy jechać pod ten adres, nie ma czasu do stracenia. Pojedziemy moim samochodem żeby nie rzucać się w oczy. Weź pamiętnik i ruszamy, znam drogę.- po raz pierwszy byłem w rozmowie z nią taki stanowczy, jakbym to ja był jej pracodawcą. Przez chwilę nawet bałem się, że byłem aż nazbyt gruboskórny, szczególnie w takiej chwili, ale kobieta przytaknęła mi szybko i podniosła się z miejsca, nakładając na siebie beżowy płaszcz i kremowy kapelusz z szerokim rondem.
Starałem się kierować normalnie, jednak moje serce aż skakało z poddenerwowania w środku. Wiedziałem, że nie jedziemy na śmierć, w końcu żyliśmy w cywilizowanych czasach, ale i tak czułem się jak detektyw z prawdziwego zdarzenia, co całkiem mi się podobało. Lisa siedziała obok mnie, przeglądając strony pamiętnika w poszukiwaniu jakiś interesujących informacji, ale nie podzieliła się ze mną choćby jednym cennym słowem, dlatego dałem jej spokój.
Gdy dojechaliśmy na miejsce naszym oczom ukazał się mały domek kryty czerwoną dachówką, wyglądający na odnowiony. Natomiast w głębi podwórza kryło się spore pomieszczenie, wyglądające na lekko zburzone i naruszone przez czas. Zawołałem kilka razy sprzed bramy, jednak nikt mi nie odpowiedział.
- Nie mamy wyjścia, wejdziemy bez pozwolenia.- powiedziała moja towarzyszka, otwierając szeroko furtkę. Wszedłem za nią, dziwiąc się jeszcze jej karygodnemu i stanowczemu zachowaniu. Zazwyczaj była delikatna niczym kropla rosy, a dziś zaskakiwała mnie nowym temperamentem.
Szliśmy po brukowanym chodniczku do pomieszczenia, nie odzywając się do siebie ani słowem. Znów odczuwałem strach, ale nie pozwalałem sobie tego okazać. Stanęliśmy przed drzwiami budynku, patrząc na siebie jeszcze. Postanowiłem wejść pierwszy, by w razie jakiś niebezpieczeństw w typie opadających desek z sufitu nic się jej nie stało. Nacisnąłem klamkę, która zaskowytała przeraźliwie i wszedłem do środka, rozglądając się po wnętrzu pomieszczenia. Było tu mnóstwo skrzyń z jasnego drewna z naklejkami różnej wielkości i napisami wykonanymi czarną farbą. Przywołałem panienkę dłonią, a ta weszła do środka, stając koło mnie.
- Szczerze mówiąc nie spodziewałem się takiego obrotu spraw. Nie wiem, co nas tu może czekać.- powiedziałem czując gulę w gardle. To nie było na moje nerwy, doprawdy. Musiałem jednak trzymać się dzielnie, choćby dlatego by dodawać otuchy drugiej osobie, która potrzebowała jej znacznie bardziej niż ja. Lisa spojrzała mi w oczy, a potem odeszła by odsunąć wieko pierwszej skrzyni. Szło jej to opornie, więc pobiegłem jej pomóc.
- Przeszukamy je wszystkie, przecież nic innego nam nie pozostało. Muszę poznać tę tajemnicę, rozumiesz?- zapytała jakby próbując usprawiedliwić swoje czyny. Skinąłem głową, wymuszając sobie uśmiech. Pchaliśmy wierzch dalej, aż w końcu zatrzeszczał i ustąpił. Uniosłem go, a wtedy Lisa wyciągnęła ze środka kartkę z cyfrą 37. Na początek nie zrozumieliśmy przekazu, ale nagle mnie olśniło.
- To musi być numer potrzebnej skrzyni! Szybko, szukajmy takiej!- czułem, że coraz bardziej wciąga mnie ta dziwna zagadka. Przeszukiwaliśmy w spokoju skrzynię po skrzyni, w każdej znajdując inną kartkę. W końcu doszliśmy do tej ostatniej, więc pozwoliliśmy sobie odrobinę odetchnąć. Włożyliśmy kartki do pamiętnika ojca Lisy i zabraliśmy się i do tego pakunku, czekając na rozwiązanie tajemnicy.
- Czy państwo nie mają manier, by tak po prostu wchodzić na czyjeś podwórze?- usłyszeliśmy nagle donośny baryton tuż za plecami. Włosy zjeżyły mi się na szyi, poczułem pot na dłoniach. Odskoczyłem od wieka skrzyni, odwracając się do mężczyzny w szarej marynarce.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam, ale nie mogłam się oprzeć by nie skończyć w tym miejscu. Jak obiecałam tak jest, czyli rozdział pojawia się szybciej. Kiedy będzie następny? Myślę, że w weekend, jednak niczego obiecać nie mogę. Zagadka Jamiego i Lisy zaczyna się rozwijać, co o tym sądzicie? Koniecznie napiszcie mi też w komentarzach czy nowe postaci się Wam spodobały, a będę umieszczać ich więcej. Tymczasem żegnam Was bardzo cieplutko,
Autorka
Suuupeeeeer!
OdpowiedzUsuńNaprawdę extra, żałuję, źe jeszcze nie ma następnego rozdziału. Szalik i Lisa jako detektywi (dam, dam, daaam)!
Czekam na więcej,
Tajemnicza Ja xD
Dziękuję za tę bardzo szczerą opinię i postaram się zrobić coś rodem z Sherlocka ;P
UsuńRozdział jak zawsze ciekawy i wciągający. Ciekawa jestem kto ich nakrył. Lisa i Szalik detektywami? Już jestem ciekawa dalszego rozwoju wydarzeń ^^
OdpowiedzUsuńBardzo mi miło, że Ci się podobało. Oczywiście postaram się by tym człowiekiem okazał się ktoś zaskakujący ;)
UsuńSkoro chcesz poznać moje zdanie... Możesz dodawać postaci, byle nie za dużo i nie za często. Poza tym rozdział (jak zawsze zresztą) genialny. Czekam na ciąg dalszy i weny życzę ;)
OdpowiedzUsuńNareszcie proszona przeze mnie opinia została wygłoszona, dziękuję. Rozdział pewnie będzie jutro, albo nawet dziś wieczorem jak się Twoje życzenia spełnią ;)
Usuń